WITAJCIE W MOJEJ BAJCE



No to jestem…

Przyjaciele męczyli, że dłużej się nie dało: „Załóż bloga, bo na fejsie tylko znajomi cię czytają”. To założyłam. Uff! Macie wredoty jedne za karę, a spróbujcie teraz nie czytać to Wam łby poutrącam jak nic!

Z góry wybaczcie chaos mojej pierwszej wypowiedzi, ale tak będzie chyba szczerzej i łatwiej dla mnie.

Postanowiłam w końcu usiąść i napisać. Nie żeby od razu coś mądrego, bo ja jeszcze wżyciu nic mądrego nie napisałam, ale nie umiem się tym cholerstwem posługiwać i chociaż rozmiar czcionki sprawdzę, a żeby sprawdzić muszę coś naskrobać. Właśnie, „naskrobać”. Starej daty jestem i pisanie na lapku mnie przerasta. Kiedyś to pisarz miał łatwiej. Brał sobie kartkę, pióro i skrobał. A teraz powymyślali te nety, kompy, lapki, blogi, fejsy, tagi, widgety i męcz się człowieku, znaczy blondynko! To dla mnie zbyt skomplikowane! Po kilku dniach niemiłosiernej męczarni, ja, informatyczny debil założyłam w końcu bloga. Przysięgam Wam, że nie było łatwo! A teraz kiedy już założyłam to okazało się, że tyle tu skomplikowanych rzeczy dali, że zanim to ogarnę, to mnie zima zastanie jak nic. Dobrze, że mam kilka par butów, bo nie będę się musiała odrywać od kompa żeby do sklepu lecieć. Bo w zimie przecież trudno bez butów chodzić. Jeszcze mam to szczęście, że czasem mogę syna zapytać o co właściwie kaman tu na tym blogu. Ale tylko czasami, bo za głupie pytania to on by mnie w kosmos wysłał, na Marsa, albo nawet na samego Plutona, bo dalej.

A, chyba wypadałoby się przedstawić, bo mam taką cichą nadzieję, że nie tylko znajomi będą mnie czytali, więc wiedzcie ludzie chociaż mniej więcej, z kim macie do czynienia.

Jestem kobietą…. Wieku średniego. Znaczy 18+ Vat, i od tego Vat-u właśnie w głowie mi się przewraca. Jestem matką wspaniałego syna. Ale nie matką- Polką, co to to nie! Obiadów codziennie nie gotuję, bo to nie leży w mojej naturze i jest sprzeczne z moimi poglądami. Syn potrafi sobie sam wrzucić mrożone pierogi do wrzątku, a jego ulubionym daniem jest: „jeszcze nie jadłem mamo, czekałem aż wrócisz”. Kocham go!

Nienawidzę sprzątać! Więc bardzo często jadę tekstem: „mieszkanie jest dla mnie, a nie ja dla mieszkania”. Ale Sanepid-u na mnie raczej nie nasyłajcie, bo robaki jeszcze się nie zalęgly. Chociaż kto wie…Muszę sprawdzić po kątach.

Mam cudownych przyjaciół i znajomych, którzy dają mi kopa na  życie. Jak trzeba przytulają i pocieszają, ale częściej mówią:”Aśka, ty to nie jesteś normalna”. Tylko, że oni też nie są normalni, więc do siebie pasujemy. Pracuję jako kasjerka w markecie. Zajebista praca. Ale nie w sensie finansowym oczywiście, bo jak dostaję wypłatę, to nic tylko usiąść i płakać. Za to w pracy to można czasem płakać ze śmiechu.

No i życie…Nie ma lekko, ale nie bójcie się, nie będę pisać jak mi ciężko i beznadziejnie. Jeśli już piszę, to tak żeby ludziom było weselej, no i mnie przy okazji też. Nie jestem matką Teresą i nie poświęcam się. Pisanie musi przede wszystkim mnie sprawiać radość. I dopóki tak będzie, będę pisać. Oby tylko tematów nie zabrakło! Bo J.K. Rowling to ja nie jestem, takiej wyobraźni nie mam i cudów nie wymyślę. Nie jestem też pisarką, tylko zwykłą, pospolitą skrobaczką, choć chyba trzeba by powiedzieć teraz „klikaczką”. Życie, tylko życie daje inspiracje, więc trzeba to życie wyklikać, bo nikomu się nie chce, tylko ja zostałam na pokładzie i męczyć się muszę.

Więc jak już się przedstawiłam…Tak, wiem, panie profesorze, zdania nie zaczyna się od „więc”. Ale teraz to ja mogę sobie poszaleć, bo już w szkole nie jestem i nie dostanę ochrzanu od Pana. No, więc skoro się już przedstawiłam, to mogę sobie spokojnie pójść, zapalić papieroska i pomyśleć o tym, żeby się w końcu umyć. Tak, tak umyć, bo pisanie ważniejsze od mycia jest czasem. A nawet teraz, jak koledzy syna przyszli i mnie zobaczyli w piżamie, z rozwianym włosem przy lapku, to nic nie powiedzieli, bo przyzwyczajeni są i to olewają. Chociaż nie, powiedzieli: „cześć, jak tam? napijesz się z nami wina?” Fajnie mieć takich kumpli, ech!

Dobra, więc udało się. Usiadłam i napisałam. Nawet nie bolało. Do zobaczenia zatem przy następnym wpisie! Chociaż teraz to mam cykora. Bo co zrobię, jak nie będzie o czym skrobać? Ale z drugiej strony, umowy z nikim nie zawarłam, więc sama sobie pisać będę wtedy, kiedy najdzie mnie ochota i szlus!

A, dzisiaj mam urodziny (nie pytajcie które), to sobie zrobię taki mały prezent i zapodam pierwszy w moim życiu tekścik na blogu.

Miłego wszystkiego i tak dalej i ten tego…

Z poważaniem-wasza Merlin. Zapodaję…