ANGRY BIRDS. RATUNKU!


W zeszłym roku, latem w sieci naszych hipermarketów była promocja. Polegała na tym, że klienci za zrobione zakupy dostawali znaczki, wklejali je do specjalnego albumiku, a potem za komplet uzbieranych znaczków mogli kupić z rabatem maskotki Angry Birds.

Któregoś dnia, tuż przed urlopem już bujałam w obłokach, a właściwie trzeba by powiedzieć, że byłam zakręcona jak ruski termos, gdy nagle pojawił się klient…

- Pani, jak to jest z tymi ptakami?

- Z jakimi?

- No, z tymi na sklepie!

Cholera, znowu wróble latają po sklepie i trzeba będzie przeznaczyć biedactwa do odstrzału – pomyślałam.

- A gdzie pan widział te ptaki?

- No, tam leżą, na środku sklepu.

O żesz! Padnięte wróble leżą na sklepie! Już czułam oddech Sanepidu na plecach. Niedobrze!

- A dokładnie, w którym miejscu?

- Pani, nie wie pani? – zdziwił się. Ptak na ptaku. Czerwone, żółte, niebieskie…

Kurde! Wreszcie zaskoczyłam!

- A, o te ptaki chodzi! A o co konkretnie?

- Mam je zbierać dziobami?

Popatrzyłam na niego pytająco. W głowie pustka (jak to u blondynki).

- Bo pani dała mi wczoraj znaczki. I na każdym znaczku jest inny ptak. A jak ja chcę czerwonego, to muszę mieć wszystkie znaczki z czerwonym?

- Nie. Nakleja pan po kolei, jak leci.

- O, to dobrze. Ulżyło mi.

Hm, a jak mi ulżyło! Już widziałam oczyma wyobraźni: martwe wróble leżą na sklepie, ktoś życzliwy już na pewno zadzwonił gdzie trzeba. Sanepid zjawi się najdalej za pół godziny, to pewne. Do tego czasu zdążymy już zwłoki sprzątnąć, ale jak znam życie, to tenże życzliwy na pewno już zdążył zrobić zdjęcia swoją superkomórką. Zamkną sklep, nałożą mandat i jeszcze każą zdezynfekować. Szef się wścieknie… A gościowi chodziło tylko o znaczki!

Postanowiłam wtedy, że po urlopie wystąpię do personalnej o przydział służbowej melisy i będę sobie piła szklankę za szklanką, aż nic mnie nie wzruszy, ani wściekłe ptaki, ani pytania klientów. Niestety okazało się, że przydziału nie dostanę i muszę sobie sama kupić, bo na takie fanaberie kasjerek  firmy nie stać. Ale ostatnio koleżanka uświadomiła mnie, że lepsza jest Neo-spasmina, więc sobie zażywam. Co prawda kolega mnie ostrzegł, że to uzależnia i powinnam uważać, ale co tam, dobrze się po tym czuję!