O RAPERACH, BOKSERACH I AMERYKAŃSKICH WYNALAZKACH


Nagła potrzeba i przemożna chęć mnie naszła, więc musiałam usiąść i napisać. Chociaż szczerze mówiąc wcale nie miałam takiego zamiaru. Ale skoro już odpaliłam lapka to nie ma się co ociągać.  Do roboty Merlin! Dupsko spiąć i paluchy na klawiaturkę!

W życiu nie ma lekko. Sami dobrze wiecie. Szczególnie jak człek samotny i snuje się po chałupie nie wiedząc co z sobą począć i do kogo gębę otworzyć. Nawet nie ma się na kogo wkurwić, a i to czasem potrzebne przecież, coby zachować równowagę umysłową i nie popaść w depresję lub (co nie daj Belzebubie) w jakiś gorszy rodzaj choroby umysłowej.

Postanowiłam więc pewnego słonecznego dnia (kurde, nie wiem czy był słoneczny, ale tak się jakoś pisze, żeby było wytwornie) znaleźć faceta. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale od czego w końcu portale randkowe – pomyślałam. To też dla ludzi wymyślili. A swoją drogą co za ironia losu, żeby człowiek, znaczy kobieta nie mógł normalnie znaleźć nikogo w swoim środowisku, tylko trzeba od razu wytaczać najcięższe działa.

Zabrałam się więc z całą powagą do rzeczy i zrobiłam sobie profil na portalu randkowym, taki  że mucha nie siada, bo nie bardzo wie na co. Po wielu dniach otrzymywania zalotnych oczek i zaproszeń do listy znajomych nadszedł w końcu upragniony list. Otworzyłam, czytam:

- Hej, chciałbym cię poznać, bo szukam fajnej laski, która wędkuje.

Kuźwa, spieprzyłam sprawę, nie mam wędki – pomyślałam.

- Przykro mi, nie wędkuję – odpisałam.

- Nie szkodzi – odpowiedział prawie natychmiast gościu.I tak chcę cię poznać, bo jesteś fajna.

- Skąd wiesz, że jestem fajna, przecież mnie nie znasz?

- Bo widzę.

No tak, w końcu zajarzyłam. Przecież mam nick fajnaanka. Sama sobie jestem winna – biłam się w czoło z rozpaczy sama nie bardzo wiedząc czy dlatego, że jestem głupia, czy z braku wędki i robaków.

Innego dnia, gdy tylko odpaliłam komputer i zalogowałam się na portal myślałam, że oszaleję z radości. Ujrzałam bowiem natychmiast czerwone jak krew z palca serdecznego litery „masz trzy nieprzeczytane listy”.

Przeczytałam wszystkie jednym tchem. Były o tym jaka jestem seksowna, jak bardzo jestem w panów typie i jak chętnie by mnie poznali nie bacząc nawet na wszelkie  przeszkody terytorialne, czyli granice państw i kilometry jakie nas dzielą. Na dodatek, żeby było jeszcze piękniej wszyscy panowie przystojni jak brunet wieczorową porą, czyli całkiem niczego sobie, a nawet więcej.

Ja pierdzielę, to jednak możliwe, żeby w sieci znaleźć księcia jak z bajki, który mnie wyrwie z przepastnych czeluści internetu i będzie uwielbiał do końca mych dni – pomyślałam.

Coś mnie jednak tknęło, że fotki owych panów zbyt piękne i postanowiłam je sprawdzić. A że już taka całkiem głupia nie jestem, bo mam syna co mi podpowiada, to dwoma kliknięciami myszy załatwiłam każdego faceta, znaczy jego niby gębę na fotografii. Wyszło tak: pierwszy z nich wrzucił sobie na profil zdjęcie rockmena, takiego mniej znanego, ale za to niczego sobie, więc kobitki pewno się łapały na lep. Drugi był bardziej oryginalny, bo wkleił rapera, a wiadomo, że takie starsze panie jak ja na raperach się nie znają. Trzeci za to wyczul mój gust i zaszalał zdjęciem nieznanego zupełnie przeze mnie boksera, za to jaka sztuka z niego była!

Odpisałam wszystkim trzem w ten deseń: ” Bardzo dziękuję za list i miłe słowa, chętnie Cię poznam, ale fajnie by było jakbyś wstawił na profil swoje zdjęcie. Pozdrawiam.” Odpowiedzi już nie otrzymałam. Od żadnego z nich. Cholera, znowu zawaliłam, taka okazja stracona! Nic tylko strzelić sobie w łeb i rozpuścić zwłoki w kwasie solnym!

W końcu któregoś razu poszłam po rozum do głowy i postanowiłam przejrzeć profile innych pań, żeby się dowiedzieć jak one to do cholery robią, że mają tylu wielbicieli. I jak tak przeglądałam, syn zajrzał mi w monitor.

- Mamo po co oglądasz te laski? Przecież szukasz faceta.

- Chcę się dowiedzieć co zrobić, żeby mieć takie powodzenie jak one.

- To proste. Musisz być jak amerykańska łódź podwodna klasy Los Angeles.

- Klasy Los Angeles?

- No, to taka z napędem atomowym.

- A gdzie ja niby do cholery mam mieć ten napęd atomowy?

- W dupie, mamo. W dupie!