DZISIEJSZY SENS ŻYCIA

zdjęcie043- Czy tobie się Wąski sufit nie spadł na głowę przypadkiem? – Powiedział mój syn do naszej kotki Mary, słusznie używając cytatu z „Kilera”.

Ludzie, trzymajcie mnie, bo wyskoczę przez okno! To dom wariatów! Syn karmi kotkę szynką, dopiero co zakupioną przeze mnie w celach jak najbardziej konsumpcyjnych. Kotka, bestia przebiegła nauczona przeze mnie wczoraj w ciągu pięciu minut komendy „siad” posłusznie przysiada na tyłku, żeby tylko dostać kawałek wędliny. A ja wcale nie jestem lepsza, bo gdy tylko weszłam po pracy do domu dałam jej na pocieszenie pól opakowania serka homogenizowanego, żeby wleźć jej do dupy, czyli elegancko mówiąc pokazać jak pani ją kocha. Zabawy mamy przy tym co niemiara, bo przecież Mary dobrze wie, jak się ma przymilić żeby dostać coś dobrego. I w ogóle nie czytała cholera jedna żadnych książek psychologicznych z rodzaju „co zrobić, żeby ludzie robili to co chcę”, samo jej tak jakoś wychodzi i trzeba przyznać, że z niezłym skutkiem.

No i co człowiek ma z takiego zwierzaka? Lub jak zapytała moja mama: „I co wy będziecie robić z tym kotem?”, gdy się dowiedziała, że adoptowaliśmy Mary. Pytanie proste i skomplikowane zarazem. No bo po co jest taki kot? Znaczy mam na myśli po co kot, czy inny zwierzak jest u ludzi? Po jakiego grzyba atomowego? Też nie wiedziałam do niedawna, ale już po woli zaczynam odkrywać.

Bo taki kot, czyli nasza kotka to życie spędza głównie na spaniu. W różnych pozycjach. Często na leżeniu. W jeszcze dziwniejszych pozycjach. Ale czasami jak się ocknie daje nam do myślenia, chociaż w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dzielimy się z nią rzeczoną szynką, która przecież nie jest znowu taka tania i z nieba nie spada, ale nie myślimy o tym wcale i mamy z tego kupę radości. Egoizm nam wygania z dupy po prostu. Przytula się i łasi wtedy, kiedy ma ochotę, zostawiając na nas tony futra, czasem uda jej się przy tym puścić bąka tak śmierdzącego, że opisać się nie da słowami, ale te chwile są bezcenne. Kupy trzeba wyrzucać z kuwety, co nie jest wcale przyjemnym zajęciem i nigdy o tym nie marzyliśmy, ale cieszymy się, że nie ma biegunki, więc jest zdrowa. Zmusza nas Mary do sprzątania, bo włazi na blaty w kuchni, na szafki, na stolik i gdzie tylko jej się zamarzy. Drapie po nocach krzesła wiklinowe, tarza się po chodniku w przedpokoju i wskakuje na szafę w sypialni, bo to jest kotka, która pracuje głównie na nocną zmianę i ma w głębokim poważaniu, że my chcemy spać. Wybaczamy jej, chociaż gdyby tak robił człowiek, dostałby od nas opierdol.

Tak się dzisiaj zadumałam nad swoim zasranym życiem. Zdałam sobie sprawę, że jest maj, a ja nadal jeżdżę na zimowych oponach. Lecz ciągle mi to umyka… Odkładam na jutro, nie nadążam, nie daję rady, nie ogarniam, nie mam siły, nie mam chęci, nie widzę sensu, nie chce mi się. Ale jak robię po pracy zakupy myślę o tym co kupić dobrego dla Mary i niech tak zostanie, w chuj z oponami!

Bo po co jest ten kot? Nikt nie wie po co… Ale ten kot odpowiada żywotnym potrzebom naszego społeczeństwa…I…zasadniczo, pobieżnie to my ją nazywamy Marysia.

Łączę pozdrowienia dla wszystkich wielbicielek i wielbicieli „Misia”.  Że bez sensu? Oni wiedzą o co chodzi. A Wy…

„Nie bądźcie natrętni! O! A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść,to jaki byłby tłok, sami widzicie i nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili możecie mieć…” Kota też.