KRÓTKA PIŁKA O UCZUCIU WZAJEMNYM


Akurat nie było fali, to znaczy wielkich kolejek  przy kasach. Bo klienci podchodzą do kas falami, wszyscy na raz, albo prawie nikogo. Tak jest podobno na całym świecie. Wiem, bo sobie normalnie, bez przymusu niczyjego oglądałam kiedyś taki niemiecki film, i o tym między innymi tam było, czyli o falach. Ale ja nie o tym chciałam…

No więc nie było fali i kierowniczka to natychmiast wyczaiła (ale nie ta prawdziwa, najgłówniejsza, tylko ta która miała dyżur akurat, mówię od razu żeby nie było).

- Widzę, że wam się nudzi. To zapraszam na alejkę z psami. Tam jest paleta do towarowania.

- A kogo? – się niepotrzebnie zapytałam.

- Ciebie – ona na to.

- Ja stanowczo protestuję! Ja byłam wczoraj na ladach!

- To dzisiaj w nagrodę pójdziesz towarować psy.

- Ale ja wolę koty! – próbowałam się jeszcze wymigać.

- Nie szkodzi, koty też tam są. – walnęła mi spryciula.

Oderwałam się więc od kas stanowczo, choć niechętnie (gdyż kocia i psia karma w ilościach hurtowych wydaje z siebie zapach przyprawiający mnie o mdłości) i w drodze do palety powiedziałam głośno do kasjerek:

- Dziewczyny, schodzę na psy! Jakbyście mnie potrzebowały to zaszczekajcie na mnie.

Ludziska przy kasach w śmiech. Kierowniczka stojąca między pólkami popukała się w głowę (w swoją, ale chodziło jej o moją), a ja tylko miałam na myśli, że idę wykładać na półki psią karmę. A szczekaczką nazywamy w skrócie interkom (bo chyba tak to się mądrze się nazywa), czyli to coś, co ma guziczki i mikrofon i do czego się mówi na cały głos różne komunikaty, a więc szczeka.

Zabrałam się za psy, ale zaczęłam od kotów, bo tak mi się podobało. W pewnym momencie zauważyłam kierowniczkę, która stała z klientem na środku sąsiedniej alejki. A właściwie nie stała, tylko odwalała coś w rodzaju dziwnego tańca. Dwa kroki w prawo, dwa w lewo, dwa w przód i dwa w tył, wymachując przy tym rękami jakby chciała wskazać facetowi kierunek, w którym ma się udać. Gościu się przy tym tańcu nieźle zabawił, bo miał zakupy i gratisowo niezłe przedstawienie. W końcu odszedł, a ja postanowiłam się odgryźć kierowniczce w zemście za zesłanie mnie do palety. Zawołałam ją więc grzecznie:

- Pani kierowniczko, pani pozwoli tu do mnie, bo mam problem.

- Co tam znowu chciałaś?

- A bo chciałam się spytać, czy zgubiłaś GPS-a, czy ci się zepsuł? Bo miotało tobą jak opętanym przy egzorcyzmach.

- No to co z tego? Mną pomiotało i przestało. A ty, a ty? Nie dość, że zeszłaś na psy, to jeszcze masz kota! – pojechała mi ostatecznie, bez dania racji.

Tak oto wyrażamy sobie wzajemne uczucie. Bo kto się czubi, ten…ma satysfakcję. Więc nadejdzie kiedyś znowu ten dzień, kiedy będziemy miały wspólną zmianę, a wtedy ja się jej odszczekam, sorry – odmiałczę, pokazując pazurki, ale tylko lekko, coby kierowniczki nie rozdrażnić ostatecznie (bo resztki oleju jeszcze mi w głowie zostały).

Ech, nie miała baba kłopotu…czepiła się kierowniczki. Niniejszym pozdrawiam kierowniczkę. Co złego to nie ja.