KONIEC ŚWIATA JUŻ BLISKI? FICTION. POLSKA.

The day before, czyli dzień przed…

Przez kraj przejdzie fala samobójstw, na wieść o rychłym końcu świata. Jeszcze większa fala zaleje media. Telewizja, prasa i internet zostaną zalane protestami gospodyń domowych i emerytów oraz krytyką rządu i związków zawodowych. Dziennikarze będą zacierać łapki z radości na wieść, że oto jest temat na miarę światową. Serwery w redakcjach zaczną padać z przegrzania. Mniej odporni redaktorzy i redaktorki zaczną rwać włosy z głowy, obgryzać paznokcie, a w końcu porzucą swe biurka i trzaskając drzwiami wybiegną w popłochu, pozostawiając komputery na pastwę losu.

Ruch na ulicach przejdzie wszelkie wyobrażenia. Policja odnotuje wzrost liczby wypadków, kolizji i kradzieży w sklepach. Parkingi przed centrami handlowymi będą oblegane od wczesnego rana do wieczora. Gęsty tłum zaleje markety. Ludzie zaczną sobie wyrywać wózki na zakupy, te puste i te pełne też. Każda zgrzewka wody mineralnej, czteropak piwa i flaszka wódki, tudzież innego wysokoprocentowego napoju będzie na wagę złota. Wegetarianie będą kupować mięso,  a abstynenci na wszelki wypadek zaopatrzą się w zapasy alkoholu. Starsze panie wykupią zapasy testów ciążowych i podpasek, a siostry i bracia opróżnią półki z prezerwatyw. Cukrzycy rzucą się na czekoladki, bo będą akurat w promocji, a promocja przeciwdziała cukrzycy. Kolejki przy kasach osiągną długość chińskiego muru, a właściwie kilku murów. Każdy klient i klientka, który/a się odważy wetknąć bez kolejki z kilkoma kajzerkami i litrem mleka zostanie natychmiast pożarty/a przez pozostałych, tych stojących murem w chińskim murze. Zostanie wprowadzona reglamentacja deficytowych towarów, takich jak patyczki do szaszłyków i węgiel drzewny.

Tego samego dnia wieczorem…

Bezczelni i leniwi pracownicy sieci handlowych, oraz innych sklepów położą się beztrosko na swoich kanapach z drinkiem w jednej ręce i pilotem od telewizora w drugiej. Natłok myśli w głowach, niektórym z nich nie pozwoli się jednak na niczym skupić. Czy aby nie oni są wszystkiemu winni? Koniec świata już jutro, a oni sobie po prostu bimbają? Pozostali to oleją i zaczną mimo wszystko oddawać się frustrującym zajęciom. Pani L.  wprowadzi wreszcie w życie chytry plan zaprowadzenia do łóżka pana L., bynajmniej nie w celu udania się na spoczynek. Pani G. obmyje smarki swoim dzieciakom, żeby mogła się z nimi spokojnie na drugi dzień pokazać na obiedzie u teściowej. Pan S. odda się na luzie degustacji ulubionego gatunku piwa i flirtowaniu z licznymi przyjaciółkami. Pani B. odwiedzi w końcu swoich rodziców, którzy zapomnieli jak wygląda ich córka i już mieli zamiar ją wykląć. Pani K. z przyjacielem zaszaleją na parkiecie w nocnym klubie, do momentu aż nogi im zaczną odpadać od tyłka, a w uszach będą słyszeć szum. Merlin zrobi sobie whiskacza z colą, obejrzy po raz kolejny misia, przeleci czterdziestolatka albo Hansa i będzie miała czas żeby się zastanawiać, po jaką cholerę w krzyżackim zamku  gościu napierdzielał po komnatach z niedźwiedziem i czy bitwa pod Grunwaldem aby na pewno była przez Danuśkę.

Godzina zero, czyli dzień końca świata…

Zapadnie niewyobrażalny spokój i cisza jakiej dawno nie było. Parkingi przed centrami handlowymi i sklepy będą puste, a w związku z tym poczują się lekko osamotnione. Tylko zając czasem przebiegnie, żeby sobie skrócić drogę do pola z kapustą, a myszka powędruje przez sklep prosto do magazynu z pieczywem. Może ktoś zostawił jakieś okruchy dla małej myszki? Ulice opustoszeją. Co jakiś czas przejedzie karetka, albo radiowóz. Interwencji będzie sporo, bo fala protestów i samobójstw ani na chwilę nie ustanie. Stacje benzynowe przeżyją koszmar, a ich pracownicy zaczną przeklinać leniwych pracowników sieci handlowych. Matki z dziećmi, emeryci i renciści zaczną się zastanawiać czemu  zmusza się ich do spacerów w parkach i na skwerach. Przecież do tej pory wszyscy spacerowali po alejkach marketów i nikomu to nie przeszkadzało. Zwolennicy teorii spiskowych będą mieli niezłe pole do rozważań. Kto za tym stoi?! Kto, dlaczego i przeciw komu właściwie wprowadził dzień końca świata? Czy to nie oczywiste, że jest to spisek na miarę Watergate i powinien być upubliczniony i napiętnowany?

Obudziłam się z krzykiem na ustach. Shit! Trzeba odstawić antydepresant. Co prawda jest napisane w instrukcji obsługi „intensywne marzenia senne”, ale żeby do tego stopnia?! Śnią mi się wolne niedziele w handlu?! W dodatku wszystkie?! To już przesada!

 Właściwie podobny koniec świata przypada w naszym kraju dziesięć razy w ciągu całego roku, jeśli dobrze policzyłam, ale co tydzień?! To niemożliwe!

Chociaż…

Do tej pory, mimo dantejskich scen, jakie dzieją się dzień wcześniej w marketach, wszyscy przeżyli. Nikt nie zmarł haniebną śmiercią głodową, ani nie zszedł z tego świata z powodu utrudnionego dostępu do alkoholu i wody mineralnej. Owszem, bywają przypadki śmierci w dni świąteczne, ale nie są one spowodowane zamkniętymi sklepami. A gdyby tak wprowadzić koniec świata co tydzień? Sklepy byłyby wtedy otwarte w soboty do 15-ej, a w niedziele zamknięte. Klienci i tak robią dzień wcześniej zapasy, a po dniu końca świata  znowu przychodzą do sklepu, bo w żadnym innym miejscu nie znajdą takich atrakcji. Parki, skwery, kina, teatry, kawiarnie, własne kanapy i łóżka są najzwyczajniej w świecie nudne! Wolny czas spędzany w marketach, to jest to o czym większość Polaków marzyła całe życie!

Wiem, pojechałam za bardzo.  Ech, te antydepresanty!