O TYM JAK STRASZYDŁO ZAMIENIŁO JADŹKĘ NA LEPSZY MODEL

- Ty szukasz faceta. A nie chcesz mojego starego? Dopłacę Ci. – powiedziała do mnie pewnego razu pani G.

- Wybacz, twojego nie wezmę nawet za dopłatą. Też propozycja! – ofuknęłam ją. Może masz lepszą?

- To znajdź sobie starszego bogatego wdowca. Będzie cię uwielbiał, a jak umrze będziesz chociaż bogata.

- I co ja będę robić z takim dziadkiem?

- A wiesz, znałam taką historię. Opowiem ci.

I opowiedziała…

Pani Krysia, kobieta jeszcze niestara i całkiem do rzeczy, została wdową. Pewnego razu pojechała na wczasy. Chodziła do kawiarni, spacerowała i poznawała różnych ludzi. Któregoś dnia poznała o wiele starszego od siebie mężczyznę, pana Tadeusza. Znajomość przedłużyła się. Pisali do siebie listy. W jednym z nich pan Tadeusz zaproponował Krysi pracę i mieszkanie u siebie. Pani Krysia, zadowolona z takiego obrotu sprawy zostawiła swoje mieszkanie synowi i synowej i przeprowadziła się do pana Tadeusza. Układ był prosty – Krysia robiła zakupy, gotowała, prała, sprzątała i opiekowała się Tadeuszem, a w zamian otrzymywała pensję i mieszkanie. Dodać również trzeba, że Tadeusz Krysię uwielbiał i szanował. Zawiązała się między nimi wspaniała i rzadko spotykana przyjaźń, taka na śmierć i życie.

Krysia od dziecka marzyła o dalekiej podróży na ciepłe wyspy. Zwierzyła się kiedyś Tadeuszowi, a ten niewiele myśląc wziął oszczędności i wykupił wycieczkę na Seszele. O Seszelach Krysia wprawdzie słyszała, ale nawet nie miała pojęcia gdzie to może być. Sprawdziła w atlasie świata. Tak daleko?! Pojechali i wrócili. Urlop był jak marzenie. Seszele też. Krysia była wniebowzięta.

Syn Krysi – Heniek i jego żona – Jadzia zapragnęli poznać Tadeusza, kierowani ciekawością z kim też związała się mama i teściowa. Zaprosili więc ich oboje na urodziny Heńka. Krysia kupiła w prezencie synowi nową wiertarkę. Tadeusz nie chciał być gorszy, a ponieważ nie przychodził mu do głowy żaden pomysł na ciekawy prezent, zdjął ze ściany własny obraz, zapakował porządnie w folię i papier i zaniósł jubilatowi. Heniek rozpakował obraz i podziękował, ale wymienił z Jadźką porozumiewawcze spojrzenie. Gdy goście poszli, popatrzyli jeszcze raz, wtedy Jadźka nie wytrzymała i zaczęła biadolić.

-Tyle przygotowań! Tort, sałatki, wędliny, alkohol, danie na ciepło, a on ci dał taki bohomaz! Żeby jeszcze portret papieża, albo kwiaty w wazonie, ale to?! Spakuj i wstaw do piwnicy. Przyda się na prezent.

Wiele lat później, niespodziewanie odezwała się zamożna córka pana Tadeusza, mieszkająca w Szwecji. Zaprosiła ojca z przyjaciółką do siebie na tydzień. Pojechali. Któregoś ranka córka zrobiła ojcu awanturę o przemoczony materac. Najlepszy materac z Ikei ucierpiał wskutek problemów zdrowotnych staruszka. Krysi i Tadeuszowi zrobiło się bardzo przykro. Spakowali się i wyjechali. Córka przestała się odzywać do ojca. Telefon milczał wiele miesięcy.

Pewnego ranka Krysia chciała obudzić Tadeusza na śniadanie. Weszła do sypialni, usiadła na brzegu łóżka i złapała go za rękę. Mówiła do niego długo, a po policzkach ciekły jej łzy. Tadeusz się nie odezwał. Wiedziała już, że się nie odezwie.

Córka przyjechała ze Szwecji jeszcze tego samego dnia. Nie pożałowała grosza, a właściwie korony szwedzkiej, na pogrzeb. W końcu ojcu się należało.

Otwarto testament. Szwedka, po jego odczytaniu miała minę, jakby się najadła świńskiego łoju i zagryzła szklaną bombką choinkową polskiej produkcji. Natychmiast zapowiedziała, że zrobi wszystko żeby go obalić. Dostała tylko kilkadziesiąt tysięcy. Jakiś ochłap!

Krysia przez cały dzień nie wiedziała co z sobą począć. Chodziła z kąta w kąt i myślała: „Po co mi to?! Mieszkanie? Owszem, nie będę musiała iść pod most, choć i tak dla mnie samej za duże. Ale obrazy, konta bankowe, akcje wielkiego szwedzkiego koncernu?! Co mam z tym zrobić?”

Gdy Heniek dowiedział  się, co odziedziczyła jego matka, usiadł i zaczął myśleć. Coś nie dawało mu spokoju. Nagle, tak jak stał, czyli boso i w slipach wybiegł z mieszkania. W piwnicy nerwowo zaczął przerzucać graty i puste słoiki. Wrócił do mieszkania z zakurzonym majdanem.

- Chłopie, zdurniałeś całkiem?! – wrzasnęła Jadźka – Dopiero posprzątałam, a ty mi tu wleczesz to straszydło! Mówiłam ci, żebyś komuś oddał!

Heniek rozwinął papier i folię. Przyjrzał się dokładnie.

- Tak czułem! Kossak!

- Jaki Kossak?! Co ty pleciesz, człowieku ?! I kto to w ogóle jest?! Siadaj do stołu, bo obiad skończyłam!

- Kobieto Kossak, to jest ktoś, kto zamieni cię na lepszy model – powiedział sam do siebie, na tyle cicho, żeby Jadźka nie usłyszała.

Zanim lepszy model się znajdzie, może trochę potrwać, a jemu burczało w brzuchu. Najpierw trzeba sprzedać straszydło. Potem się pomyśli.