DZIENNIK POKŁADOWY – ZAPISKI Z MISJI

Miejsce akcji: gdzieś w przestrzeni, na przyjaznej stacji kosmicznej otwartej dla wszystkich.

Czas: nieokreślony (zresztą, w przestrzeni kosmicznej to nie ma większego znaczenia).

Cel misji: próba nawiązania kontaktu z inną cywilizacją (niekoniecznie wyższą).

Osoby: samotna astronautka i grupa (przyjaźnie nastawionych?)  kosmitów.

 

Dzień pierwszy: Przypadkowy kosmita dokuje w mojej stacji. Chyba nastawiony przyjaźnie. Przebrał się za pirata…z Karaibów? Na głowie chustka, w nosie kolczyk, na opalonym ciele tatuaże. Czarne zęby (to szkorbut, więc chyba pirat jest prawdziwy). Trzeba sprawdzić, czy ma drewnianą nogę. Ale jak? A może to Johnny Depp? Houston, szkoda, że mnie nie słyszycie. Ku..a, wiedziałam, że będę sobie musiała  sama radzić! Całe szczęście, że mówi po polsku! Próba porozumienia wypadła pomyślnie.

Dzień drugi: Jakiś kosmita idzie piechotą. Ku..a, to niemożliwe w przestrzeni kosmicznej! To pewnie pierwsze objawy paranoi. Spokojnie, dam radę. Kosmita wygląda prawie normalnie, trochę przypomina Polaka.  Groźny wzrok i kwiecista reklamówka w ręce. Coś niesie w reklamówce. Wchodzi na pokład. Wyjmuje cztery butelki, ale… puste! Chce żeby mu je napełnić. Rozpoczyna ze mną rozmowę o Mickiewiczu. Polskie piwo dobrze działa (Houston, zamówcie dla mnie skrzynkę takiego z harnasiem na naklejce… ku..a, zapomniałam, że mnie nie słyszycie). Potem skarży się, że ktoś mu podbił oko. W przestrzeni kosmicznej? Kto miałby to uczynić?! Ja pierdzielę, to nie kosmita, to góral! Skąd on się tu wziął? Próba porozumienia wypadła doskonale.

Dzień trzeci: Niezidentyfikowany statek kosmiczny podejmuje próbę zadokowania. Trzy razy. Dopiero trzecia próba wypada pomyślnie. Wysiada z niego spora grupa kosmitów. Wszyscy wchodzą na pokład z wrzaskiem i śpiewem na ustach. Przypominają wycieczkę z poprawczaka, którą widziałam dawno temu na Ziemi. Popychają się nawzajem i poszturchują. Czego ode mnie chcą? Zwiedzili moją stację i wyszli. Próba porozumienia nie udała się. I bardzo dobrze!

Dzień czwarty: Po raz pierwszy widzę kosmiczny pojazd na dwóch kołach. Jak on zadokuje? Udało się, ma własną linkę! Kosmita jest ewidentnie przyjaźnie nastawiony. Uśmiecha się szeroko, a jeden ząb jest przy tym doskonale widoczny. Więc niektórym wystarczy tylko jeden ząb? Pewnie pokarm mają inny, niż na Ziemi. Trzeba to opatentować. Po co Ziemianie mają wywalać kasę na dentystów? Podchodzi do mnie i pyta, czy jestem w pracy. A gdzie do ku..y nędzy mam być? Przecież ubrana jestem jak astronautka. Nie widzi? Ale może nie widzi, kto ich tam wie, tych kosmitów. Wydziela z siebie przykry zapach. Kosmiczne perfumy są jednak dziwne. Ja pierdzielę, ktoś mu rąbnął pojazd! Więc tu też kradną?! Dobrze, że moja stacja kosmiczna ma barwy wielkiego mocarstwa. Nikt się nie odważy jej podpierdzielić. Zresztą, za duża jest.

Dzień piąty: Przespałam przybycie kosmity i nagle zmaterializował się tuż obok mnie. Patrzy na mnie wielkimi, błyszczącymi oczami i nie rusza się. Może nie żyje? Żyje, ocknął się. Chce mnie zaprosić na zapiekanki. Mówię mu, że podrywali mnie już na whisky i francuskiego szampana, ale na zapiekanki pierwszy raz. Zresztą, cholera wie z czym są te kosmiczne zapiekanki. Jeszcze bym się struła. On na to, że przebrał się za Makłowicza, specjalnie dla mnie, a wyszedł na dziada. Houston, dowiedzcie się, kto to ten Makłowicz. Google tu nie działa. O żesz, ku..a, znowu zapomniałam, że mnie nie słyszycie.

Dzień szósty: Coś nie tak w przestrzeni. Cały dzień nikt mnie nie odwiedził. Ale mogę się mylić, czas tu płynie inaczej. W końcu…Jest! Wszedł na pokład szybkim krokiem. Przebrany za coś w rodzaju żołnierza. Strój moro, czapka na głowie, zakryta twarz. Co jest ku..a? Żołnierze tak się nie ubierają! Ale tu w kosmosie? Kto wie… Może chce mnie zabić? Patrzę na jego ręce. Sięga do kieszeni, wyjmuje pieniądze. Więc kosmici też mają pieniądze! Pierwszy raz mam cykora, ale proszę żeby się wylegitymował, w końcu stacja kosmiczna rządzi się jakimiś prawami. Podaje mi dokument, ale do jasnej cholery, nie widzę jego twarzy. Może ten rodzaj nie ma twarzy? Proszę żeby zdjął to coś. Zdejmuje. Podobny do człowieka, ale jakiś nerwowy, bo zaraz znowu się zakrywa. Próba porozumienia 50/50. On mnie chyba zrozumiał, ale ja jego nie. 

Houston, dajcie mi już do ku..y nędzy urlop, bo się wykończę! I kiedy do cholerki naprawicie ten sprzęt?! Nadal nie wiem czy mnie słyszycie!